Kochać to nie znaczy zawsze to samo…

Tak się złożyło, że kochających inaczej poznałam od przysłowiowej podszewki i jedno wiem na pewno; człowiek to człowiek, a dopóki dopóty nie krzywdzi innych, nie ma prawa być krzywdzonym.

Los z nas chichocze, a chichot mojego był wyjątkowo głośny, ostentacyjny i brutalny, popukał bowiem w moją głowę mocno i zrewidował myślenie o tych na których i ja patrzyłam, ale nie chciałam widzieć.

Dawno, dawno temu…Brzmi jak początek jakiejś bajkowej opowieści? Może trochę i takowym będzie, tyle, że bohaterom, których przyszło mi poznać w tej opowieści, podobają się inni bohaterzy tej samej płci. Zapewne niektórzy już nie będą chcieli dalej czytać tej bajki, no bo nie wypada, bo tak nie można, bo nie po myśli natury. Tyle, że po co matka natura miałaby tworzyć coś sprzecznie ze swoim priorytetowym zamysłem? Może po to, żeby z takich jak ja zachichotał los…

Zacznijmy więc raz jeszcze. Dawno, dawno temu przyszło mi koegzystować na powierzchni mniejszej niż 30m z kimś kto odcisnął piętno na moim postrzeganiu. Słowo przyjaciel, w dzisiejszych czasach tak nadużywane, to chyba trafne określenie tutaj. Przyjaciel ten, wszechstronny zaiste i niezwykle utalentowany, potrafiący dobrze gotować, grać w szachy, rysować portrety i godzinami dyskutować  o literaturze, był człowiekiem z którym konie można było kraść. A i pewnie kilka ukradłabym dla niego sama. Otwarty umysł. Ideał.

I pewnej nocy… Nie, nie, teraz nie nastąpi ten fragment, na który czytelnicy tak czekają, gdy mowa o dwóch bohaterach płci przeciwnej i okolicznościach nocno-sprzyjających.

Pewnej nocy zostałam bowiem obciążona brzemieniem sekretu i wciągnięta do świata, od którego się dystansowałam, myśląc, że to tylko jakiś niewielki odsetek ludzi tak ma; tych dziwaków, którzy raz na jakiś czas przebierają się w bazarowe kolory i manifestują swoją odmienność na platformach jak z Rio. Na myśl o nich uśmiechałam się tylko z przekąsem.

 Od tamtej pamiętnej nocy minęło już wiele lat; czasu w trakcie którego spędziłam z tymi ludźmi niezapomniane chwile, poznałam i tych wspaniałych i tych wrednych, nieszczerych. Nie tylko okazało się, że osób o przeciwnej do mojej orientacji seksualnej jest całkiem sporo, ale na dodatek, że są oni zwykłymi, przeciętnymi, normalnymi osobnikami, którzy kłócą się tak samo jak my z Mężem, którzy piją wieczorem herbatę zagryzając kanapki z pomidorem i szynką, siedzą w domu i nudzą się w długie jesienne wieczory, płacą podatki, uczą dzieci, głosują w sejmowych ławach, operują nas, nalewają piwo w knajpach, a nawet walczą na ringach. Znam przynajmniej jednego z każdej tu wymienionej grupy.

Nie mieści się w głowie? Może. Ale prawdziwe. I rękę dam sobie uciąć, że i ten, który głośno wyśmiewa homoseksualistów, może okazać się jednym z nich.

Tamtej nocy los zdecydował za mnie, pogroził palcem za zbyt wąskie myślenie i dał takiego kopniaka po tyłku, że siniec schodził jeszcze przez długi czas. Z roku na rok oczy otwierały mi się coraz bardziej, zrozumiałam, że nie mam prawa dzielić w głowie ludzi na takich, czy owakich. Człowiek, to człowiek, ze swoimi poglądami, bagażem doświadczeń i pociągiem seksualnym. Ludzi dostajemy w pakiecie.

Opowieść zakończę słowami Witolda Gombrowicza, że ,,normalność jest linoskoczkiem nad przepaścią anormalność”, wiedząc, że wszyscy bohaterowie tej mojej bajki marzą, aby iść po linie zwanej życiem i nigdy nie wpadać w przepaść.

Z dedykacją dla wszystkich: