Dziewczyny! Dzisiaj o sprawach damsko-męskich. Dostałyśmy autoryzację jednego z listu naszej czytelniczki, opowiedziała Nam swoją historię jednej znajomości, która odbiła się czkawką. Po lekturze zaczęłyśmy się zastanawiać jaki facet jest lepszy: ten nadopiekuńczy, który się o Nas troszczy i obawia, czy jego przeciwieństwo? W dzisiejszym artykule despota ukryty. Oto historia Magdy…

,,…Mojego faceta poznałam na wakacjach, jakiś czas temu, był z tego samego miasta, fajny, zadbany, samotny. Oczywiście zrobiłam przyzwoity wywiad środowiskowy i dowiedziałam się, że ostatnia dziewczyna zostawiła go bo był dla niej po prostu za dobry. Pomyślałam – facet ideał! Przyznam szczerze, że na pierwszej randce mnie pocałował i podobało mi się to, że jest taki zdecydowany i silny. Spotykaliśmy się jakieś pół roku i było jak w bajce. Zabrał mnie do Berlina, często wychodziliśmy z jego znajomymi (…)No właśnie, straciłam jakoś samoświadomość, coraz rzadziej spotykaliśmy się z moimi ludźmi, przyjaciółmi, wreszcie zostałam jakby sama na placu boju – miałam tylko jego znajomych. Moi się ode mnie nie odwrócili, po prostu ja zawiodłam!(…)Gdy uświadomiłam sobie, ze nie mam praktycznie nikogo zaczęłam zauważać inne niepokojące sygnały. Mój ukochany totalnie mnie kontrolował! Mój telefon traktował jak swój, moją pocztę mailową również przeglądał regularnie, decydował o moim stylu życia – zaczęłam dostrzegać takie błahostki jak zmieniony kolor włosów (bo on nalegał), styl ubierania (bo zawsze chodził ze mną i doradzał), moje zachowanie również uległo zmianie, zaczęłam niejako bać się świata, ludzi. Potem było już tylko gorzej, jedne klucze, kazał mi się pozbyć mojego samochodu, a ja głupia posłuchałam, awantury o to, że odezwał się do mnie kolega na Fejsie w sprawie nieoddanej książki. Z dnia na dzień moje życie stawało się koszmarem, czułam się osaczona, zaczęłam chorować i to sporo, zrezygnowałam z pracy, nie miałam nic – ani samochodu, ani pieniędzy, już nie mówiąc o pewności siebie! Zdarzało się, że już wtedy dość agresywnie mnie szarpał, robił sińce, a nawet raz uderzył w twarz za źle uprasowaną koszulę. Pewnego dnia byłam tak psychicznie wykończona, że przyznałam się siostrze, przyjechała, pomogła mi się pakować, dostałam mega ochrzan, że wcześniej nic nie mówiłam i z trzęsącymi się rękami odeszłam…Spakowałam rzeczy i po prostu wyszłam. Dzwonił ciągle przez kilka tygodni, pisał SMSy, maile, kontaktował się nawet z moją rodziną, ale po czasie wszystko to ustało i wróciło do normy. Po tym wszystkim wyjechałam do Belgii i to właśnie zmiana otoczenia mi pomogła dojść do siebie, sezonowa praca zamieniła się w stałą, ale ja nie jestem już taka sama, boję się facetów, mam do nich dystans, nie wiem, czy kiedykolwiek komuś zaufam…Nie wiem co by było, gdybym wtedy nie powiedziała tego mojej siostrze, gdyby tam mi nie pomogła przez te pierwsze tygodnie. ..Teraz już wiem, co znaczyło, że mój były był dla swojej poprzedniej dziewczyny za dobry…”

Magda

I co myślicie? Facet Magdy to stereotypowy tyran, męskie wydanie modliszki, która powoli, stopniowo Cię osacza, wypija z Ciebie krew, a gdy Ty się orientujesz, to często wydaje Ci się, że jest za późno, bo jesteś z tym sama, bez środków do życia i nierzadko z dzieckiem na ramieniu? To typowy ukryty despota, który Cię zniszczy. A relacja, którą budujesz psycholodzy określają mianem: toksyczny związek. Co wtedy robić? Jak zacząć od nowa? Jeśli zaczynasz obserwować jakiekolwiek symptomy opisane przez Magdę, czym prędzej uciekaj, bo nic dobrego z tego nie wynika. Despota dąży do samodestrukcji, zniszczy Ciebie, Twoje relacje z najbliższymi, Twoje pasje, Twoje dzieci, zachowa tylko siebie, swoje ego i własne przekonania. Masz problem osobisty? Jeśli jest Ci ciężko i źle, możesz zawsze do Nas napisać, doradzimy, wskażemy odpowiedni adres pomocy, podpowiemy, gdzie dyskretnie i szybko znajdziesz wsparcie!